RSS
niedziela, 06 marca 2011
Miss Pomidor

Każdy ma jakieś fobie. Jedni nie lubią pająków, inni wody, a kolega puetwy nie lubi pomidorów. Z tego powodu puetwa, przy pomocy pizzy, postanowiła zapoznać go z największą flirciarą (czy tak jak to teraz się mówi najbardziej "sensualną") z nas wszystkich. Drodzy państwo, specjalnie dla Was, prosto z gorących krajów: Miss Pomidor! Namówiłyśmy ją na napisanie listu, który miałby zachęcić kolegę puetwy do spożywania pomidorów. Oto i on:

miss pomidor i list

"Cześć, słyszałam, że jesteś pomidorofobem. Nie bój się mnie, nie zrobię Ci krzywdy. Dotknij mnie. Najpierw pomału. Czujesz jak delikatną mam skórkę? Ups... Aż się zaczerwieniłam. Wbij we mnie swoje ząbki. Possij chwilkę aby poczuć moje wonne soki... Pobaw sie językiem moim miąższem. O taak. Właśnie tak. Lubię jak tak robisz. Pieprz mnie! Lubię na ostro! Polej mnie śmietaną i liż! Połknij wszystko i rób tak dalej! Sam wiesz jak ja lubię! Chcę byś miał mnie całą! Gdy będzie po wszystkim obliż palce i idź zapalić. Nie musisz mnie nawet przytulać. Nie ma już czego. Pamiętaj, że możesz mieć mnie w każdej chwili. Nie jestem droga.

Miss Pomidor :* "

 

pizza & puetwa

18:54, rockujace_swoj_swiat2
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 lutego 2011
Szatańskie pomysły

Notka ta powstaje w celu ostrzeżenia wszystkich tych, którzy nie pozbywają się swoich starych numerów telefonów, a oddają je rodzicom. Uczynił tak w ostatnim czasie nieroztropny MarR, nie informując nas o tej istotnej zmianie w jego życiu. I już pomijamy skromny fakt, że pizza zdążyła wysłać mu smsa z prośbą o chipsy, gdzie zapewniała, że jegomość Prze odda mu za nie w naturze, a także zapytanie jak podobał się pewnemu koledze żarcik związany z gejowskim porno... Mama jegomościa MarR uznała najwyżej, że ma nieco nienormalną znajomą. Ale to wszystko nic, w porównaniu z tym, co ostatnio narodziło się w naszych chorych umysłach. Otóż wymyśliłyśmy, że miłoby było wysłać, niby do MarR, z numeru, którego nie zna, smsa o treści:

1. Czemu się nie odzywasz?! Przecież było nam razem tak dobrze. Ciągle jeszcze robi mi się gorąco, gdy wspominam nasze wspólne noce, a Ty mi teraz ch*ju mówisz, że masz dziewczynę?! Jednak postanowiłeś być hetero?!

2. MarR, nie wiem jak mam Ci to powiedzieć... Przecież obiecaleś, że się jeszcze spotkamy, a teraz milczysz... Nie wiem co mam robić, bo test wyszedł pozytywny, a ja wcześniej nigdy nic, z nikim... Przysięgam! Proszę, odpisz!

3. Ty s*ko, oddawaj kasę! Było nie stawiać za pożyczone! Weź się człowieku lecz, bo to już nałóg. I nie pier*ol, że skołujesz 1500zł w dwa dni! Jak Cię ku*wa spotkam to Cię własna matka nie pozna!

4. Cześć! Słyszałam od koleżanek, że za stosowną opłatą potrafisz skutecznie umilić kobiecie wieczór. Mężulek wyjechał służbowo, także jeśli jesteś dzisiaj wolny, to zapraszam. Możesz liczyć na napiwek, gdyż lubię turecką urodę. Jeśli nie dzisiaj, to mąż wraca dopiero za tydzień, więc podaj jakiś dogodny termin.

Jak myślicie, po którym z tych smsów Wasza mama najprędzej dostałaby zawału? A może macie jakieś własne propozycje? Czekamy na nie w komentarzach.

Niech MarR dziękuje Bogu, że jesteśmy na tyle humanitarne, a może raczej jeszcze nie na tyle pier*olnięte, żeby wysłać to na jego stary numer. Dobrze, że możemy tutaj dać upust swej chorej wenie twórczej. Tsa tsa tsa ]:->

PS. Polecamy tagi! Dzisiejszy wpis sponsorują cyferki 6 i 9, a także literka G.

Pozdrawiamy, jak zwykle niezrównoważone:

pizza & puetwa

 

 

16:56, rockujace_swoj_swiat2
Link Komentarze (1) »
czwartek, 02 grudnia 2010
teleexpres pisany

Długo długo nic się tu nie działo dlatego postanowiłam przedstawić wszystkie najnowsze aktualności ze świata pizzy i puetwy w telegraficznym skrócie, wzorując się na popularnym programie telewizyjnym. Dla lepszego efektu polecam czytanie tego wpisu o 17:00.

[Odczuwam lekki stresik- wszak to moja premiera w roli redaktorki...]

Piripipi pip <-- powiedzmy, że jest to wyraz dźwiękonaśladowczy, podrabiający dźwięk oddzielający neewsy w teleekspresie.

Więc piripipi pip

Za oknem zima (jakby ktoś nie zauważył). Śniegu napadało tyle, że mam ochotę popełnić sepuku kiedy tylko pomyślę o wyjściu z domu. Na drogach masakra- samochody zataczają widowiskowe piruety, tramwaje się wykolejają, a komunikacja miejska jeździ według sobie tylko znanych reguł (jeśli w ogóle jeździ). Mam wrażenie, że to miasto mnie nie kocha.

Piripipi pip

Jegomość Prze. wraz z komitetem ds. zwalczania przejawów zimy oraz dyskretnego psucia ferii dzieciom, przygotowuje projekt utworzenia nad miastami, w których zdarza mu się przebywać lub mieszkać, wielkiej kopuły. Miałaby ona nie dopuścić do przedostawania się śniegu na przestrzeń miejską. Projekt ma być w całości sfinansowany ze środków unijnych.

Piripipi pip

Nasi uczelniani informatorzy ujawnili zaskakujący fakt, iż wszystkie rozmowy telefoniczne mogą być podsłuchiwane. Mniemam więc, że wystarczy kilkakrotnie użyć kombinacji słów "bomba" i "prezydent" w rozmowie telefonicznej aby mieć przyjemność spotkania z panami z CBŚ. Niestety nie mogę potwierdzić jednoznacznie tych informacji, gdyż nawet najdzielniejsi z naszych dziennikarzy nie mieli odwagi tego spróbować.

Piripipi pip WYDARZENIA KULTURALNE

27 listopada na warszawskiej ochocie odbyła się kolejna impreza dla bohemy, z cyklu imprez tematycznych. Tym razem uczestnicy musieli przebrać się za filmowych lub bajkowych bohaterów. Można było ozbaczyć między innymi takie gwiazdy jak Sylvestra Stallone w legendarnej roli Rambo, Toma Hanksa z filmu Castaway, Milę Jovovivh z Piątego elementu, czy baśniową Szeherezadę.

Piripipi pip

Jegomość MarK. został ostatnio przyłapany podczas paradowania po mieście w obcisłych getrach. Złośliwi już plotkują o powiązaniach MarK. ze środowiskiem transwestytów. Jegomość MarK. odpiera zarzuty tłumacząc się przebraniem trutnia Gucia na wyżej wspomnianej imprezie.

Piripipi pip

Znany tancerz okolicznościowy- MarR. jest poszukiwany przez organy ściągania. Prokuratura stawia mu zarzuty zaszywania się w domu i potejemnego uprawiania kujonizmu. Jak dotąd organy ściągania bezskutecznie próbowały ściągnąć jegomościa MarR. na jakiekolwiek spotkanie towarzyskie.

Piripipi pip

To już wszystko na dzisiaj. Życzę Państwu miłego popołudnia (poranka/wieczoru/nocy)

Pozdrawiam!

pizza

poniedziałek, 11 października 2010
Na budowie

Od pewnego czasu pod mym blokiem zaistniał świat, w którym życie toczy się według własnych praw... Świat, w którym pojęcia takie jak czas, czy powszechnie znane zasady komunikacji nie mają znaczenia. Teraz, patrząc przez okno, mogę obserwować oraz słyszeć (niestety od ósmej rano) przejawy życia robotników. I stwierdzić muszę, że robotnicy są jak prawdziwi ninja: potrafią z łatwością przerzucać stare płyty chodnikowe do taczek znajdujących się dwa metry dalej powodując tym samym jakże rozkoszny dla ucha, niewyobrażalny hałas...; potrafią przyciąć nową kostkę również chodnikową, przytrzymując ją niedbale stopą, nie ucinając sobie przy tym rzeczonej stopy...; są mistrzami w tworzeniu pułapek, w które wpadają źli ludzie chcący z butami (bo trudno po rozkopanym chodniku chodzić boso. W sumie po nierozkopanym też nie jest to wskazane.) wkroczyć w ich świat, by na przykład dostać się na przystanek (tak tak, mówię o sobie... "Glebłam" widowiskowo w środę, czego skutki odczuwam do dzisiaj.). Jednak cechą, która najbardziej upodabnia ich do ninja jest fakt, że mimo iż chodnik powstaje w całkiem zadowalającym tempie, jest prawie niemożliwym by zobaczyć większość z nich przy pracy. Są naprawdę nieuchwytni.

Z moich obserwacji wynika także, że ich potrzeby żywieniowe nie są skomplikowane- pod moim blokiem jeszcze nigdy nie było tyle paczek po fajkach i puszek po piwie. Ostatnio próbuję też rozgryźć ich język, gdyż jak przystało na prawdziwych ninja, mówią oni swoistym szyfrem. Poczyniłam w tym już pewne postępy. Wczoraj zasłyszałam na przykład taką rozmowę:

[x] - Te! podaj mi kur*a te przycinarke!

[y] - Te kur*a profesjonalną hahaha kur*a do kostki?

[x] - No!

[y] - A po ch*j ci ku*a ta przycinarka?

[x] - No podaj ku*a!

[y] (podając przycinarkę) - a po ch*j ci ta przycinarka?!

[x] - Aaaaa masz rację... Na ch*j mi to... (x odchodzi)


Myślę, że w wolnym tłymaczeniu na słownikowy polski, brzmiałoby to tak:

[x] - Y czy mógłbyś podać mi przycinarkę?

[y] - Czy chodzi Ci o tą do kostki?

[x] - Tak.

[y] - Czy nie sądzisz jednak, że lepszym pomysłem byłoby zrobić sobie przerwę?

[x] - Być może, ale na razie mi ją podaj.

[y] (podając przycinarkę) - Wyglądasz na zmęczonego, lepiej chwilę odpocznij.

[x] - Ech chyba masz rację. Pójdę sobie zapalić.

Tłumaczenie ze słuchu by pizza, korekta by mister kontekst wypowiedzi.


Wyniki mojej pracy obserwatorskiej i wnikliwych analiz zebranego materiału już niedługo powinny ukazać się w National Geographic. Tutaj napiszę już tylko tyle: powiedzenie "pie*dol studia- zostań ninją" nabiera dla mnie zupełnie nowego znaczenia.

PS. Pozdrawiam wszystkich robotników (a w szczególności przystojnego bruneta, który objechał mnie z dziesięć razy za to, że mu chodzę po tym co nie wolno. Przepraszam- ja zazwyczaj włażę tam gdzie nie powinnam i za dużo kłapę dziobem :) ) - panowie, naprawdę jesteście na swój sposób uroczy. No i chodnik jest pierwsza klasa ;)

PS2. Tak, zazwyczaj przez pół dnia mi się nudzi i przez ten okres czasu nie miewam lepszych zajęć niż gapienie się na robotników przy okazji papieroska na balkonie, lub ładowania się czegoś na necie.


Pozdrawiam!

pizza

16:19, rockujace_swoj_swiat2
Link Komentarze (2) »
czwartek, 02 września 2010
Czapki z głów!

Co roku, kiedy tylko kończą się letnie upały, a na niebie zaczynają gromadzić się ciemne chmury, z których czasem spada deszcz... deszcz dalece inny od letnich, orzeźwiających kapuśniaczków, czy nawet burz, dających cień wytchnienia od parności powietrza; po których zazwyczaj tęcza ozdabia niebo swym drżącym i ulotnym warkoczem barw... Deszcz jesienny. [Kurde ale pojechałam poetycko...] Ekhem... Więc kiedy złota pora roku rozkłada swój płaszcz niepogody i niewinnego pierwszego chłodu, pojawiają się ONE. Najpierw nieśmiało... by po kilku dniach opanować wszystkie męskie głowy. Zdradzieckie, niczym potworny wymysł chorego artysty, zdają się zaślepiać i mamić facetów, urokiem pozornej, wiecznej młodości i samam już nie wiem czym jeszcze. CZAPKI Z DASZKIEM. BASEBALLÓWKI. Dramat.

Od razu odpowiem na zarzut, który- jestem pewna- przyjdzie większości czytelnikom do głowy. Nie. Mój facet, Bogu dzięki, nie nosi tego wspaniałego nakrycia głowy. Oraz drugi: owszem, ta czapka może fajnie współgrać z niektórymi ciuchami. No właśnie. Z niektórymi.

Moje zdziwienie popularnością tych czapek zostało spowodowane jakże nudną przejażdżką autobusem (nie siedziałam przy oknie, to nie mogłam się standardowo "zawiesić") i kontemplacją współpasażerów. Z niemałym zaskoczeniem zauważyłam, że jeśli któryś z panów ma już coś na głowie, to właśnie to cudo. Prześliczna scenka: pod drzwiami dwóch młodzieńców, koło mnie chuderlawy jegomość koło pięćdziesiątki, w foliowym skafanderku, a na przeciwko pan pod krawatem, w dość eleganckiej kurtce, plus jeszcze kilku stojących dalej. Wszyscy spozierający spod daszka. Drodzy panowie- szanujcie się. Są inne nakrycia asanich głów. Baseballówka wprawdzie daje plus dziesięć do lansu, ale tylko w odpowiednim towarzystwie i miejscu (zazwyczaj na ławce pod blokiem, lub na trzepaku koło śmietnika). Młodości też wam raczej nie wróci... Stare przysłowia się sprawdzają: jak Cię widzą, tak cię piszą. Ja napiszę na koniec: Najdelikatniej mówiąc, większość z was wygląda dziwacznie.


Pozdrawiam wszystkich noszących i nienoszących!

Pizza

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10