RSS
sobota, 09 stycznia 2010
Wojny damsko - męskie

Święta, święta i nawet żeśmy z puetwą żadnej notki nie wkleiły... Żadnego marry christmas, żadnej świątecznej piosenki... Trudno, co się stało to się już nie odstanie. Jest nam oczywiście bardzo wstyd z tego powodu, z drugiej jednak strony musiałybyśmy w tej notce świątecznej nieźle pogderać, bo ani ja ani puetwa świąt nie lubimy. Ona ze względu na zbyt świąteczną atmosferę, ja z kolei bo takiej atmosfery brak w mym domostwie. Zważywszy na to, może i lepiej, że się świątecznie nie uzewnętrzniłyśmy. W ogóle chyba wszystko zwróciło się przeciw czarowi Bożego Narodzenia bo na przykład w Kielcach śnieg stopniał akurat na wigilię oraz dwa świąteczne dzionki. A potem jak sypnęło tak trzyma do dzisiaj. W Warszawie też jeszcze takiej zimy nie widziałam. Zawsze plucha, błoto pośniegowe (czy wam się też ten zwrot kojarzy z conajmniej śmiertelnie niebezpiecznym odpadem radioaktywnym?), a teraz wszystko okryte miękką, białą śniegową pierzynką. Ale przechodząc do rzeczy, czyli propozycji nowego cyklu na naszym blogu pt. "Wojny damsko - męskie", gdyż chyba troszkę mi się od tematu odbiegło...

Jak wiadomo od wieków, faceci są z Marsa, kobiety z Wenus i można mówić co się chce, ale mamy inne cechy psychofizyczne i nigdy do całkowitego porozumienia, a może raczej zrozumienia między nami nie dojdzie. Starczy powiedzieć, że panowie zazwyczaj mają nas w większym, lub mniejszym stopniu za histeryczki, a my was panowie za, jakby to powiedzieć delikatnie- ładniej ubrnych jaskiniowców. Konflikt zaognia fakt, że cóż tu dużo pisać - żyć bez siebie nie sosób i nie chodzi tu tylko o cele prokreacyjne. A gdy już ma sie w domu Marsjanina, każdy dzień staje się małym polem bitwy. Osobiście w swej pizzowatości uwielbiam toczyć różnego rodzaju batalie, a nawet kłótnie, najlepiej pół żartem - pół serio, choć to pół żartem to jest w zasadzie tylko dla mnie, bo, i tu pierwszy przykład wzajemnego nie pojmowania, jegomość Prze. zazwyczaj tego żartu nie łapie. I zaczynamy się dziwić: on- dlaczego ja już się wściekam, a ja- dlaczego on mi wmawia, że się wściekam. Tak. Sam temat owych kłótni i sporów też pojmujemy rozbieżnie, gdyż jegomość Prze. jest istotą niebywale spokojnego, choć czasem irytującego usposobienia, więc uważa, że wszelkie tego typu sytuacje są zupełnie zbędne. Ale, pytam, czym byłoby życie bez emocji? Poza tym, w jakimś super hiper extra wyniku, nie mniej super hiper extra badań, wyszło, że pary, które się kłócą żyją dłużej, gdyż konstruktywna kłótnia oczyszcza atmosferę, rozładowuje stres i tak dalej. Inna sprawa, że ta kostruktywność rzadko ma miejsce, ponieważ jestem typem raczej cholerycznym, na dodatek wielce dokuczliwym w swej złośliwości.

Tak czy siak, zapatrywanie się na pewne sprawy obu szanownych płci jest tak różne, że aż warte opisania.

A tak by the way (że pozwolę sobie wtrącić angielski zwrot, co jest być może troszkę obciachowe, ale nie mogłam sie postrzymać...), to ktoś tu w tej chwili ogląda "Księżniczkę Sisi" i to nie jestem ja, bo ja gryzmolę tutaj notkę... Oj Prze. ... W ogóle, to oglądałąm kilka odcinków tej bajki z jej wiernym fanem, który teraz memła pilota do telewizora w ustach (to chyba z przejęcia) i zauważyłam, że wszyscy źli bohaterowie mają tam kruczoczarne włosy. Nie trzeba znać fabuły, żeby wiedzieć kto jest fajny, a kto nie. Poza tym źli mają też niezwykle wkurzający śmiech. A ten książe, co to później będzie z Sisi jest ci*ą, ale to już moje subiektywne odczucie...


Pozdrawiam!

pizza

15:12, rockujace_swoj_swiat2
Link Komentarze (3) »