RSS
niedziela, 29 marca 2009
Irlandia Północna vs Polska- 3:2

Jako, że nie mieliśmy nic leszpego do roboty we wczorajsze popołudnie, postanowiliśmy (puetwa, ja i jegomość Prze.) wybrać się do jegomościa MarR. na, jak się wydawało, bardzo obiecujący dla "naszych" mecz Polski z Irlandią Północną...

 

Nie będę tu opisywała przebiegu meczu, bo musiałoby paść zbyt wiele niecenzuralnych słów. Podam jednak powody, dla których naszym zdaniem Polacy sparodiowali samych siebie.

Po pierwsze przeciwko nam obróciło się boisko. Dwunastym zawodnikiem Irlandczyków, bez wątpienia były kępy trawy wystające z murawy. Rzec by nawet można, że trzecią bramkę strzeliła nam właśnie kępa, która po mistrzowsku przelobowała Boruca. (Co do Boruca mamy z puetwą swoją własną teorię, ale ona chyba nie nadaje się do publikacji :P ) Wątpliwości można by wprawdzie mieć dlatego, iż przecież Irlandczycy też na co dzień nie grają na tym stadionie, a jednak potrafili utrzymać się chociaż na nogach. Widać dużo latają po słynnych irlandzkich wrzosowiskach, a tam też trawa nierówna...

Następnym czynnikiem, który uniemożliwił nam zwycięstwo było świecące naszym zawodnikom (i tylko naszym- irlandczycy są uodpornieni na swoje własne słońce i ich nie razi) słońce. Mało tego, kiedy zmieniliśmy połowy, chlopcy dostali wstrząsu, bo teraz przyszło im grać w cieniu i znów musieli tracić około 20stu minut aby się do tego przyzwyczaić. To nie było fair i uważam osobiście, że Irlandczycy nie spełnili warunków technicznych i organizacyjnych w tym meczu, dlatego powinni przegrać walkowerem. Żeby nawet nie umieć dogadać pogody na mecz.. Phi! Do tego doszło jeszcze użycie kamuflażu w postaci stapiających się z murawą, zielonych koszulek- i jak w ogóle nasi chłopcy mieli cokolwiek widzieć?! Takie "praktyki zmylające" powinny być niedozwolone!

Ostatni powód porażki, do ktorego doszłyśmy z puetwą to to, że Irlandczycy podstępem namówili naszych do zasznurowania korków po irlandzku. Nie sposób grać w inaczej zawiązanych butach.. Ależ ci Irlandczycy to szczwane besie są...

Jest jeszcze jedna smutna sprawa... Podejrzewamy również, że niektórzy z naszych, specjalnie grali jak mocno potłuczeni... Może chcą wyjechać tam do pracy...? Ale chłopcy, teraz kryzys- już się nie opłaca...!

 

[Dudka biegnie z piłką, zastawiając ją przed przeciwnikiem]

[jegomość MarR]- Nie no, biegnie jak paralityk... Zaraz się jeszcze pewnie potknie... 

[Po niecałych 2 sekundach Dudka potyka się o własne nogi, tudzież wyżej wspomnianą kępę, upada i traci piłkę...]

 

Jest jednak coś pocieszającego w tym meczu. Jakby na to nie patrzeć nasi strzelili 3 bramki. I gdyby Żewłakow nie pomylił stron boiska, to pewnie byśmy wygrali :D Istnieje więc jakaś nadzieja na mecz z San Marino: Albo pan Benhakeer poćwiczy z chłopcami "nasza bramka- ich bramka", albo passa się odwróci i tym razem to przeciwnik strzeli sobie jakiegoś samobója :D 

 

PS. Żeby była jasność- to nie jest tak, że gdy grają dobrze to jest zarąbiście, gdy przegrywają to już mieszam ich z błotem. Ten post nie służy skrytykowaniu ich, a jedynie ich formy oraz pewnej jednak głupoty boiskowej, którą z małymi wyjątkami zaprezentowali wszyscy :/

 

[Jegomość Prze. po przeczytaniu tego postu]

[jegomość Prze.]- Zawiązali buty po irlandzku?! Co?

- No tak... 

[jegomość Prze.]- A jak to jest po irlandzku?

- Nie wiem... Przecież nie jestem z Irlandii...! 

 

pizza

13:40, rockujace_swoj_swiat2
Link Komentarze (4) »
wtorek, 24 marca 2009
Pieczenie karpatki i rozpacz groopie

Dnia dzisiejszego postanowiłyśmy pokazać puetwowej babci, że pomimo, że pizza nie jest po szkole kucharskiej to karpatkę upieczemy [a co!]. Zaczęło się jak zwykle niewinnie, a później (również jak zwykle) przerodziło w apokalipsę.

Czarna rozpacz zaczęła się od tego zdjęcia:

A było tak dobrze... :

- Jak on mógł? Jak on mógł???!!! JAAAAAK?!?!?! I jak ja mam go teraz kochać?!(zupełnie platonicznie rzecz jasna) ;( Buuuu... O Bożeeeeee!!! Jadę tam! Jadę do Kaliforni zaprowadzić go do fryzjera!

W akcie szaleńczej desperacji i rozpaczy ucierpiało jajko [ wielkości średniej, ale jakże istotnej]. Jajko przebywając drogę z rąk pizzy [ warto podkreślić, że to nie puetwowa ciapowatość pozbawiła je życia], pokonało duży dystans. Resztkami sił próbując się ratować, rzuciło się [ samo się] na ścianę, zahaczając o szczotkę, w której widziało ostatnią deskę ratunku. Jednak i ona odepchnęła je od siebie, nie dając mu nawet szans. Nasz bohater w efekcie rozbryzgał się pod własnym domem [ lodówką]. Ponieważ pomoc nie została udzielona natychmiastowo pan Jajek wyzbył się wszelkich wnętrzności i zmarł. [ Tu następuje minuta ciszy.]

 

[Minutę później]

Sprawczyni całego zajścia została ujęta na gorącym uczynku i nagrana. Przybyli na miejsce biegli dokonali oględzin i sekcji zwłok. Zebrane materiały zostaną przekazane do prokuratury. [Możecie już zacząć żegnać się z pizzą.]

 

[Notka początkowo pisana w Wordzie z braku internetu.]

- Tu powinien być dialog. O tu tu. No dobra. Ja później dopiszę jak będę przepisywała.

- A to nie łatwiej; Kopiuj/Wklej?

[Adnotacja od pizzy: I tak musiałam przepisywać całą notkę, bo okazało się, że ustawienia naszej cudownej mozilli nie pozwalają na kopiowanie tekstów z Worda, a za cholerę nie wiem jak je zmienić... Zresztą, gdyby mi się chciało coś zmieniać... :P]

[Dialog o piersiach puetwy]

- Miałysmy potrenować karate, jak jegomościa Prze. nie będzie...

[Pizza trafia swoją super wysportowaną stopą z 'pół obrotu ' tam, gdzie nie powinna.]

- To największa powierzchnia Twojego ciała. Zawsze w nią trafiam.

- I że niby przypadkiem, taaa?

[Oj boli boli. bardzo bardzo. oj oj. nie mogę stać. nie mogę siedzieć. oj oj. jaka groźna i silna pizza. oj oj]

[I nie to żebym pisała to pod jakąś presją albo żeby pizza stała mi nad głową i machała tą jakże groźną stopą. oj nie nie. naprawdę bolało bolało. mhmmm... ]

 

Po pozbieraniu się po tragicznym wypadku [o pana Jajka chodzi] wzięłyśmy się za rozsmarowywanie ciasta po blaszce [blaszce blaszuni]. Obecnie rzeczona [że na początku, nie?] karpatka się piecze w piekarniku zabójcy, który zieje ogniem.

- haha. rozumiesz grę słów? piekarnik zabójcy. hahaha. Bardzo śmieszne.

- Eeee... a jaka tu jest gra słów,bo ja nie kumam... [A pizza jak zwykle nie kuma.]

[myślę, że nikt nie kuma]

- piekarnik jest zabójcą, a dodatkowo piekarnik jest zabójcy, czyli Twój, bo zabiłaś pana Jajka. :D

[No helou. Przecież to takie oczywiste.]

- Aaaa... [Mina geniusza jak przy robieniu "eee".]

[Tutaj następuje czekanie, aż karpatka wyjdzie- no, bo przecie nie ma innej opcji jak tylko "wyjście" :)]

No i po wyczekaniu wyszła :D

I co? Cieknie Wam już ślinka? Nawet jest podpisana! :D

- haha babciu! I co? Łyso Ci?

 

pizza i puetwa

20:37, rockujace_swoj_swiat2
Link Komentarze (3) »
niedziela, 22 marca 2009
Drugi dzień wiosny.

Wczoraj był pierwszy dzień kalendarzowej wiosny- pory roku przez wielu uważanej za najpiękniejszą. Symbolu nowego życia, odrodzenia, a także szeroko pojętych zmian. Okresu, w którym wszystko budzi się do życia: drzewa wypuszczają małe, soczystozielone pączki, ptaszki kwilą, szykując swe gniazdeczka do złożenia jajeczek, wszystkie muszki, motylki i biedroneczki powoli zaczynają przecierać zaspane po zimie oczka, ciepły wiaterek pląsa sobie pomiędzy blokami, a  przez okno co rano zaczyna zaglądać słonko... Nom. Niech mi ktoś powie, dlaczego, w takim razie, do jasnej cholery na dworze jest szaro, mokro, zimno, a jedyne co kwili mi za oknem to jakaś [tu brzydkie słowo], opętana mewa... :/ Życie...

A to na pociechę. Wiosna politycznie poprawna; ta wyczekiwana:

 

 

pizza

11:13, rockujace_swoj_swiat2
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 marca 2009
Bioderka party

Na wstępie pragniemy zaznaczyć, że tym razem tytuł wpisu wymyśliła puetwa <brawo taaak jeeeej jeeej!>.

Chciałyśmy serdecznie podziękować pannie Ań. za możliwość spędzenia tak fantastycznego piątkowego wieczoru, a właściwie to nocy :P Parapetówka, która była też zarazem uczczeniem pierwszego dnia wiosny, przerodziła się w tytułowe "bioderka party". Jako specjalistki od kręcenia tymi częściami ciała, wzięłyśmy na siebie ciężar nauczenia mniej doświadczonych w tym temacie uczestników, jak się TO powinno robić. Jegomość MarK poczynił znaczne postępy! Włożył w to dużo serca, a przy okazji zdradził nam swój sekret. Otóż: okazało się, że jegomość MarK też jest wielbicielem białych jeleni i nawet ma jednego wytatuowanego na pośladku.Pytanie brzmi, na którym? Zapytany, odpowiedział, że na tym lepszym. Według pizzy lepszy jest prawy, według puetwy- lewy (puetwa w zasadzie nie powiedziała, że lewy ale jako, że pizza sądzi, że prawy to dodaje to dramaturgii). I mamy dylemat.Oczywiście nie możemy tego sprawdzić naocznie, gdyż mamy pacta conventa wobec pewnych jegomości ;) Dodatkowym problemem jest to,że, ku naszej rozpaczy, Kręglicka nie pojawiła się na imprezie.A prosiłyśmy jegomościa Pako. aby przyprowadził swoją koleżankę...Z dziwnych akcji była jeszcze próba napaści na jegomościa Prze. przez tajemniczego zakapturzonego napastnika, który dziwnym trafem miał na sobie jego bluzę (bo było mu zimno :P )

Dałyśmy też nieoceniony pokaz danceholl'a oraz tectonic'a.

- Miałyśmy cały parkiet dla siebie, bo tak machałyśmy łapami, że się ludzie bali podejść :D

[jegomość Prze.]- Ja tam nie podchodziłem..

- Bo Ty to spałeś...

Wykazałyśmy także umiejętności wokalne (ale niestety nie zostałyśmy docenione :( ), przy prowizorycznym karaoke.

Składamy także wyrazy podziwu i uznania dla panny Ań. za świetne kanapki i jedzonko w ogóle i w szczególe. Jesteś mistrzem! :*

A dzisiejszego ranka doszłyśmy do wniosku, że będziemy prowadzić nowoczesne wesela. I nawet nie mamy kaca :D [yeah] Pizza zrobiła też wzorek na porannej kawce: [tu będzie zdjęcie, jak puetwa je doda] Zgadnijcie, co tym razem przedstawia jej dzieło.

 

 

pizza i puetwa

14:22, rockujace_swoj_swiat2
Link Komentarze (4) »
piątek, 20 marca 2009
101 powodów, dla których można kogoś wyrzucić z mieszkania

Zacznijmy od tego, że w życiu trzeba wiedzieć kiedy stać, a kiedy siedzieć

 

I kiedy się już to wie, to można pobawić się w skrajnego dupka i wywalić kogoś z mieszkania pod tak "istotnymi" pretekstami, których przykłady prezentujemy poniżej:

- Pozostawienie piany z płynu do naczyń w nieswojej komorze zlewu.

- Niewyjęcie przez 2 (słownie: dwa) dni(!) wtyczki od pralki z gniazdka.

- Wpuszczenie do mieszkania koleżanki na obcasach (cóż za niecny czyn wymierzony przeciwko płytkom na podłodze).

- Jedzenie w swoim własnym pokoju (niewybaczalne).

- Bronienie własnej prywatności poprzez zaklejenie szybek w drzwiach do pokoju.

- Chodzenie o ósmej rano po korytarzu (cytat Puetwy: " Decybele kroków" ).

- Śmianie się o 17stej ( zawsze, ale nie o 17stej!!! Przecież wszyscy normalni inaczej ludzie o tej porze śpią...).

- Niedolizanie pralki do czysta po praniu.

- Palenie kadzidełek i świeczek we własnym pokoju. Albo sam ich zapach, nawet jeśli ich nie posiadasz.

- Wrzucanie śmieci do własnego śmietnika w pokoju (a właściwie samo posiadanie go).

- Zostawianie włączonego komputera jeśli wychodzisz z pokoju.

- Rozmawianie przez Skype'a.

- Puszczanie pralki na zbyt wysokich obrotach ( już widzimy jak bęben wyskakuje z pralki i taranuje całe mieszkanie...)

- Chowanie wszystkich naczyń z suszarki do szafek.

- Wylewanie za dużej ilości płynu do zmywania naczyń na gąbkę.

- Powieszenie listy dyżurów sprzątania ( to niewybaczalny występek. Nikt nie może wiedzieć kiedy ma sprzątać! Niepewność wymusza posłuszeństwo wiernych.).

- Trzymanie jedzenia w nieswojej części lodówki. (Jegomość Prze. dopowiada "lodówkozamrażarki".)

- Robienie prania częściej niż trzy razy w miesiącu.

- Zostawianie otwartego lub uchylonego okna, gdy wychodzisz.

 

Wyrażamy głęboki podziw dla inwencji twórczej właścicieli pewnego mieszkania, z którymi nieprzyjemność ma egzystować (kolejne trudne słowo! :D ) puetwa. Chciałyśmy też przekazać im kondolencje z powodu utraty mózgów i ogólnego zaniku ludzkich odruchów oraz osobowości :) Ave!

 

PS. Jeżeli i Wy, drodzy, jakże liczni czytelnicy, macie jakieś pomysły, tudzież debilnie skretyniałych współlokatorów- piszcie! Może rzeczywiście dobijemy do 101.

 

pizza i puetwa

17:50, rockujace_swoj_swiat2
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2