RSS
poniedziałek, 14 czerwca 2010
Kicz party :)

Tyle żeśmy tu nic nie pisały, że chociaż chce nam się spać, a w głowie szumi Sheridan (takie znane nazwisko ze świata muzyki...) to dzielnie zasiadłyśmy do pisania. Pisanie pracy licencjackiej tak obrzydziło nam wszelką pracę przy komputerze, że nie mogłyśmy nawet myśleć o stworzeniu nowej notki. Aż do dzisiaj. Wszystkie znaki na niebie i ziemi zdawały się krzyczeć: "Zróbcie to!". Czarne kruki zaczęły wirować koło puetwowego okna, kracząc złowieszczo. Napisałybyśmy, że "złowrogo", ale to zajmuje mniej literek , a nauczone praktyką pisania prac dyplomowych wiemy, że nie jakość ma znaczenie, a ilość. Niestety... Wracając do znaków. Wiecie, kiedyś było tak, że jak ktoś chciał dać komuś znak, to albo zapalał się krzak (patrz: Biblia), albo zza jakiegoś wigwamu wydobywał się dymek (patrz: pokahontas, tudzież Watykan, ale tam nie ma wigwamów :( ). A teraz kiedy życie chce Cię do czegoś zmusić, sprawia, że paluszki przestają Ci smakować i regularnie nie stawia się spacja. Na szczęście czasem stawia się piwo, niestety zazwyczaj z własnej kieszeni.

Notka wychodzi raczej smutna, ale to ze względu na pogodę, która daje nam znaki wodne. Znaki, że pada. Pod postacią deszczu. Puetwa już zaczęła nucić, że namaluje Pizzę kroplą deszczu. Ej, a zauważyliście, że ludzie ulicy zawsze wiedzą kiedy pada? Może dlatego, że są na ulicy...

[pizza]- Tato kuuuupaaaaa!!!

[puetwa]- A co Ty piszesz?

[pizza]- Nie wiem, ale ładnie wygląda.

 

Wpadłyśmy na genialny pomysł napisaniaczegoś z dupy (jakby ta notka była zupełnie do rzeczy) w tagach. Wymyśliłyśmy więc ciążę, penisa i zęby i teraz musimy coś o tym napisać, żeby nie być gołosłownymi. Bo przecież jesteśmy ubrane.

Ciąża- jest to niewolnicze przetrzymywanie obcego organizmu w swoim ciele, w celu zwiększenia jego masy oraz objętości. Organizm ten pasożytuje na żywicielce przez 9 miesięcy, a potem przez całe życie robi to już jako imago.

Penis- zwany także ku*asem, ch*jkiem, dżordżem, fredem, pałą, drągiem. W doktrynie Cosmo znane są też określenia takie jak: mocarny śledź, magiczna różdżka, czy Janosik (bo niezły z niego zbój). Jest to narząd służący mężczyznom jako zastępczy mózg, zwłaszcza kiedy ich główny mózg znajduje się pod wpływem alkoholu. Występuje w dwóch rozmiarach- krótkim i długim (ten drugi jest bardziej lubiany przez kobiety, aczkolwiek rzadziej występuje w przyrodzie) oraz kilku odmianach barwnych- czarnej, białej, żółtej i czerwonej. Odmiany barwne mogą się zacierać i odbiegać od zasadniczych wzorców w skutek mieszania się krwi. Czasami organ ten przybiera postawę i barwę wojenną. I dalej patrz już w zasadzie poprzednie pojęcie.

Zęby- jest to część ciała, która najmniej udałą się matce naturze, gdyż łatwo można je stracić, żółkną, psują się i bywają krzywe. Poza tym każdy je ma (o sorry... prawie każdy) to po co pisać...

No, a w piątek było kicz party. Bardzo fajne:)

Pozdrawiamy,

pizza&puetwa

 

14:39, rockujace_swoj_swiat2
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 kwietnia 2010
Różowy bez

Tytuł tej notki zawdzięczamy wizycie w carrefour'ze [czyt. kerfurze] oraz pewnemu dowcipowi opowiedzianego przez lubego puetwy. Brzmi on mniej więcej tak:

nad brzegiem rzeczki stał sobie murzyn* i łowił ryby. nagle na przynętę złapała się złota rybka.

- murzynie! murzynie! wypuść mnie, a spełnienie Twoje życzenie.

- dobrze - odparł murzyn - chcę być kwiatkiem

- kwiatkiem?! mogę Ci dać wszystko! a Ty durniu chcesz być kwiatkiem?!

- tak! od zawsze marzyłem żeby być kwiatkiem.

- dobrze, niechaj będzie.

[bum!]

Murzyn popatrzył po sobie, jak stał tak stoi w ludzkiej postaci. Z tą małą różnicą, że chu*ka brak.

- o Ty szmato! - rzekł murzyn - miałem być pięknym, pachnącym kwiatkiem, a Ty mi tak?!

- no,ale o co Ci chodzi? Chciałeś być kwiatkiem to jesteś... czarny bez.

[teraz należy się śmiać]

 

Dalsza historia różowego bez'u ma swoje miejsce w arkadyjskim kerfurze. Podczas, gdy puetwa rzuciła się na bułki, pizzy wzrok przykuły potrawy w jej ulubionym kolorze [tutaj padło określenie niecenzuralne: weź spie*dalaj, gdyż pizza, jak utrzymuje, nie znosi różowego. tutaj padło: Ty szma*o!]. Wybór był trudny. Biedna pizza nie mogła się zdecydować czy woli połączenie jasnego różu z zajebistym różem czy samego zajebistego różu. Kropelki potu zdawały się widnieć na jej skroni. Drżące palce poczęły kurczowo ściskać pasek jej kurtki, do której sama zainteresowana zwykła ostatnio się włamywać [takim specjalistycznym sprzętem. co to takie kółeczko jest. z drucika takiego. i to się tak zakręca, odkręca, szacher macher i nawet alarm nie piszczy], przygryzając wargę, obłąkanym wzrokiem szukała wybawienia. W oddali zobaczyła dobrą wróżkę o płochym sercu niczym gołębica**. Wróżka podfrunęła do niej na skrzydełkach always i razem zdecydowały, że bezy zajebiście wyglądają w zajebistym różu i trzeba je kupić w celach zajebistej konsumpcji [poza tym były dużo tansze:)]. Zajebisty róż powoli zaczyna docierać nam do mózgów [tak tak. posiadamy], więc nie gwarantujemy sensowności i spójności notki [jak zwykle z resztą. teraz po prostu mamy wymówkę:D ]. Żebyście jeszcze bardziej mogli nam zazdrościć [taak. widzimy tą ślinę ściekającą po waszej brodzie!] dodamy, że szprycujemy się właśnie drinami z likieru bananowego ["teraz z brandy!"], który to puetwa nauczyła się zamieniać w sok pomarańczowy [jako wróżka. jednakże moc jej jest chu*owa, w porównaniu z tym, że jutro w dom pizzy, którego nie posiada, walnie asteroida, a ona będzie władać mózgami (chyba ślimaków), ale driny super].

[Tu bezy i driny:)) smaczne były:) ale się skończyły :( ]

Warto również dodać, że jegomość Prze. został skoszarowany wraz z jegomościem MarK i MarR, a także panną Ań. i wieloma innymi, dzielnymi obywatelami ginekologami ochotnikami [jesteśmy z wami!] w pewnym szpitalu, którego puetwa nie wspomina mile [choć na 'reha' same smakowite 'zajebiście różowe bezy'. chociaż mamy nadzieję, że były 'z']. Nie będziemy wspominać o zdarzeniach, które są typowe dla życia studenckiego [uważajcie żeby porodu nie odebrał wam student polibudy, jak to się zdarzyło parę lat temu w podobnej sytuacji]. Nie warto również wspominać, że pizza w efekcie straciła tą mądrzejszą półówkę i żeby uzupełnić niedobór potasu*** zaprosiła puetwę. Otóż pizza twierdzi, że 8 to [prawie] połowa z 22, co by poprawić nam statystyki długości życia i że co to za różnica 8, 10 czy 11 i w przypływie amoku oglądania serialu stwierdziła, że 36 na 9 to 6. Ale później się poprawiła oczywiście... nawet poprawnie [po jakimś czasie... ;)]. Pizza sądzi, że tak potwornie szkodliwy wpływ wywarł na nią serial, który puetwa ogląda nałogowo. Przez to nie wychodzi z domu, nie odbiera telefonów i żywi się ptasim mleczkiem, tudzież mrożonymi warzywami z tesco [nawet ich nie podgrzewa!]. To może dla odmiany bardzo śmieszny kawał wam opowiemy. Dobrze nam wychodzi, także zaczynamy [uwaga. usiądźcie wygodnie].

Podjeżdża dres pod blok swoją nową bejcą. Wysiada. I na caly głos drze się: "zajebala! zajebaaalaaa!". Nie ma odpowiedzi. No to drze się głośniej: "ZAJEBAAAALAAA! ZAJEBAAALAAA!". Nagle na balkon wychodzi blond dziunia i woła: Izabela, idioto!.

[tutaj oczywiście gromki śmiech. jak się go mówi to jest śmieszniej, rzecz jasna. ale napiszcie, że fajny, żeby nam było miło...]

 

Ponadto mamy pomysł na nowy biznes. Planujemy założyć przedsiębiorstwo "Twój pierwszy raz". Będziemy pomagały w tych trudnych chwilach. Z nami zrobiła TO nie jedna osoba, np. panna Marz. Nigdy wcześniej nie była na stadionie i nie farbowała włosów za całkowite darmo. Z nami obie te czynności przeżyła przyjemnie i delikatnie. Była bardzo usatysfakcjonowana poziomem naszego zaangażowania oraz profesjonalizmu. Z nami czuła się jak prawdziwa kobieta, lawirując pomiędzy murzynami, chcącymi wcisnąć jej "abibasy", a kobietami sprzedającymi perfumy "Conni Nampbell". Co prawda zaproszenia na obiad padały nie tak często jak zwykle [wszak uprzedziłyśmy handlarzy, żeby byli delikatni], a jednak panna Marz. spisała się świetnie. Mówiła nawet, że nie bolało, a wręcz było przyjemnie. Chętnych prosimy o zapisy w komentarzach. Usługi prowadzone są za drobną opłatą. Jak to się mówi w pewnych kręgach "co łaska", ale i tak każdy wie, że poniżej pewnej kwoty dać nie wypada [mówiłyśmy już jakie jesteśmy profesjonalne?]. Zaznaczamy, że w skład naszej oferty nie wchodzą usługi seksualne, ale możemy wam sprawić łomot, jeśli to was kręci. Usługa biczowania dostępna jest, tylko i wyłącznie, w ubraniu, zarówno jednej jak i drugiej strony. Nie wybijamy zębów [chyba, że pannie Marz.] oraz nie zajmujemy się czynnościami, wobec których można zastosować Kodeks Karny.

 

*jak zwykle zaznaczyć należy, że nie jesteśmy rasistkami. nie rzucamy w czarnych jajkami oraz jesteśmy miłe i sympatyczne w obejściu [dopisek puetwy: już ja widzę jak ktoś nam w to ostatnie uwierzy...]
** po tym jak panna Goś., ni z gruszki ni z pietruszki, stwierdziła, że panna Aś. jest takim dobrym człowiekiem, doszłyśmy do wniosku, że każda z nas powinnam powiedzieć sobie coś miłego. I tak puetwa ma serce płoche niczym gołębica, panna Goś. ma piękną duszę, a pizza jest po prostu piękna zewnętrznie, bo wewnętrznie to ... ekhm... no... tak.
*** niedobór potasu jest wersją oficjalną. wszyscy dobrze wiemy o co cho... W wersji orginalnej puetwa twierdzi, że chodzi o uzupełnienie braku lepszej półówki [buź pizza:*], a pizza, co jest wg niej udowodnione, wie, wg niej, że chodzi o dowartościowanie się przy puetwie
ps. pizza stwierdziła, że w nocy ugryzł ją jakiś świr [taki wiecie. krejzol na maksiorka], właśnie próbowała go zaje*ać z dwóch kapci [prawie jak karate kid], ale że udało mu się schronić się w żyrandolu, podejrzewamy go o skłonności sado-maso i uzależnienie od solarium. Pogodnie nastawiona do świata pizza [a niby dzisiaj nie pierwszy kwietnia...], ma nadzieję, że się sku*wiel usmaży.
pozdrawiają
pizza & puetwa
czwartek, 18 lutego 2010
Powrót ze świata umarłych

Puetwa (!) wymyśliła ten tytuł ponieważ dawno tu razem nie pisałyśmy. Dziś postanowiłyśmy nadrobić zaległości, choc nie bardzo wiemy o czym pisać. Notka zapewne będzie o wszystkim i o niczym. Ogólnie mówiąc niewiele sie u nas zmieniło od ostatniej notki. Tyle tylko, że puetwa ma boyfrienda oraz nie ma szczęścia do farbujących ją fryzjerów. Stałym elementem wystroju pozostała jej upierdliwość i wytykanie piszącej tu pizzy, gdzie nie powinno być przecinków... Grrr... Co do pizzy to chyba wypadałoby w końcu wspomnieć, że ma kajdan na palcu (czyt. zaręczyła się) i teraz jest fruwającą gołębicą (pizza - co ku*wa?! Kim?!), a jegomość Prze. nieustannie ją szpieguje. Co więcej? Obecnie puetwa przegląda jakiś stary numer In Style'a i ubolewa ad tym, że nie ma tam mody made by stadion.

Swoją drogą mamy kilka pomysłów i apeli do przedsiębiorców produkujących rzeczy dla kobiet. Tak zwane "małe, a cieszy":

1. Drodzy projektanci kibli, prosimy- instalujcie na drzwiach kabin, profesjonalne, superwytrzymałe i ekstrawybajerzone wieszaczki, w sztukach- co najmniej dwa (tudzież jeden podwójny). Bo taka kobitka jak sobie jest na mieście/ uczelni/resteuracji lub łodewer gdzie i musi skorzystać z toalety, byłaby bardzo rada, gdyby miała na czym powiesić swoją szanowną torebkę, a w zimę także i płaszcz oraz inne toboły, które zazwyczaj towarzyszą w jej wyjściach. Takie proste, a tak cieszy.

2. Gazeta dla przeciętnej polki. W której ceny ubrań nie przekraczałyby 250zł i ich nabycie było realne. A nie, że bawełniana koszulka od Stelli McCartney 1650zł...  Bo to się ma wrażenie, że gdzieś przecinka zapomnieli postawić... Aha i bez artykułów typu 3746 nowych seks trików typu: wsadź swojego faceta do lodówki, a po godzinie zobacz jak smakuje zimny z musztardą lub usiądź pod prysznicem na piłce lekarskiej i kręć facetowi sutki, niczym kurki od wody, a on niech w tym czasie myje ci głowę (tu reklama szamponu, który zapewni wam jeszcze więcej doznań, a wypity będzie świetnym afrodyzjakiem, a jak wpadnie ci do oka to popłaczesz się ze wzruszenia). I jeszcze te przepisy kulinarne, do których produkty najlepiej sprowadzić prosto z Francji, Włoch, Grecji czy Arabii Saudyjskiej.

3. Jegomość Prze. podsunął nam świetny pomysł dla wszystkich. Ponieważ biedak umiera teraz na śmiercionośny rhynitis (dla niezorientowanych to ............................ katar), wpadł mu do głowy patent na przepuszczające powietrze plastry, które naklejałoby się na dziurki od nosa, a za zadanie miałyby cytujemy: "wchłaniać gluty".\

4. Czapki i kapelusze, które nie powodowałyby przetłuszczania się włosów, co prowadzi do zbyt częstego ich mycia, a w efekcie chodzenia po mrozie z jeszcze trochę mokrą głową.

5. Torebka ze specjalnym guziczkiem na pasku z opcją 'wyszukaj'. Wyszukaj klucze do mieszkania, klucze do samochodu, portfel, komórkę,  dokumenty i całą resztę niebywale potrzebnych kobiecie do życia rzeczy, bo jak wszyscy wiemy kobiece torebki dna nie mają.

6. Poradnik dla mężczyzn pt. "Ogarnij się". Jak, gdzie i po co ogarnij się w kuchni (zalewaj naczynia i myj je częściej niż raz w tygodniu. o śmieciach nie wspomnimy), łazience (opuszczaj dechę, ku*wa!), sypialni (w sensie składaj pidżamkę...), na zakupach (do włożenia jednej reklamówki w drugą naprawdę nie potrzeba trzech osób) itp.

7. Buty, które są zarazem zgrabne, ładne i powabne oraz ciepłe (tak tak. drodzy producenci obuwia, tam można w środu włożyć futerko. To, że kobiety nie golą w zimę nóg to nie znaczy, że nie jest im zimno) i nie przemakają.

8. Do każdego kostiumu plażowego, dożywotnio gratisowy, przystojny, kulturalny, dowcipny, lubiący to, co my i znający poradnik z punktu 6., a także posiadający funkcję malowania paznokci u stóp i niębędący gejem, ale umiejący układać włosy, który przy okazji podaje drinki posiadane niewiadomo skąd. Po okresie letnim do wykorzystania przy sprzątaniu, praniu, gotowaniu itp.

9. Telefon oraz klawiatura przystosowana do długich paznokci i rękawiczek w wersji zimowej.

10. Słodycze i hamburgery, które nie tuczą, są zdrowe, smaczne i ładnie wyglądają. I fajki, które poprawiają kondycje fizyczną oraz koloryt skóry (nfz zaciera rączki).

11. Niebieski ołówek. Nie kredka, a ołówek. Pizza nie wie na ch*j puetwie niebieski ołówek,ale jest to naprawdę istotna innowacja, gdyż taki ołówek można ścierać i dodatkowo jest on widoczny, gdy piszesz adnotacje w książce z czarnym drukiem.

12. Special for pizza- stopery tłumiące dźwięki w 100% (jegomość Prze. chrapie! ;/ ).

13. Staniki, z których nie wyłażą druty (!) Bo to jest prawie jak tortura! Pewnie armia amerykańska używa tego do znęcania się nad przetrzymywanymi przez nią kobietami afgańskimi i irakijskimi. Drutom mówimy NIE!

 

No to byłoby chyba na tyle. Aktualny stan naszego niezadowolenia ze świata rzeczywistego obejmuje 13 punktów, ale jeśli wymyślimy jeszcze coś (jak zawsze) błyskotliwego to zupdate'ujemy notkę.

Teraz kończymy, żegnając was czule, gdyż odgłosy dochodzące z kuchni świadczą o tym, że jegomość Prze. skończył robić obiad (tak tak, nie przywidziało wam się- Prze. gotuje! No dobra... odgrzewa... ale to i tak już coś:) )

Pozdrawiają:

pizza&puetwa

13:39, rockujace_swoj_swiat2
Link Komentarze (4) »
czwartek, 04 lutego 2010
Wojny damsko - męskie, część 2: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Chyba każda kobieta to zna. Przy okazji zakupów, tudzież gapienia się na inne laski. Zwrot "powinnaś nosić głębsze dekolty/ krótsze spódniczki" to mantra większości facetów. Zazwyczaj mam gdzieś "modowe" uwagi jegomościa Prze. gdyż jego gust oscyluje gdzieś między "damą, która daje", a tenisistką podczas Wimbledonu.

Na ostatniej imprezie u puetwy zdażyło się tak, że musiałam pożyczyć od niej bluzkę, a że puetwie ciągle gorąco, zwłaszcza w jej ... yyy... owocowe partie ciała (tak, cycki), to i bluzki ma takie... no żeby się nie pociła w tych okolicach :) Założyłam... i zobaczyłam ten wzrok. Oczy jegomościa Prze. zaczęły tracić swój normalny kształt na rzecz czegoś w rodzaju starej pięciozłotówki... No dobrze, może trochę przesadzam. Ujmując temat skrótowo, postanowiłam zrobić chłopinie od czasu do czasu przyjemność i założyć coś co w sposób ewidentny i dosłowny uwydatnia moje walory. Na okazję nie musiałam długo czekać, gdyż w tej sesji balujemy więcej niż w ciągu całego semestru przed nią (tak działa na nas zima- wiadomo alkohol rozgrzewa i ciągle łazimy gdzieś "bombić". Wczoraj też, dlatego notka troche słaba... Lekko skacowana pizza z perspektywą spędzenia reszty dnia na nauce do jutrzejszego egzaminu oraz sprzątaniu- no po prostu nie może być dobrze.). Idziemy na karaoke. Fajna sprawa, wyjście do klubu, to wkładam bluzkę pt. "pierś do przodu" i co mam w zamian? Scenę zazdrości proszę państwa! W wykonaniu jegomościa Prze.- człowieka olewki, mistrza niebycia zazdrosnym, pana"co mnie to obchodzi"! Zbił mnie z tropu, myślałam, że żartuje... Ale nie... A tu jeszcze puetwa- mały, wredny podjudzacz, stanęła po jego stronie! Zaczęło mi się zdawać, że jestem w jakiejś innej czasoprzestrzeni. Albo, że mi ktoś zioło w fajki wetknął, bo przecież puetwa jest mistrzem dekoltów i podejrzewamy, że dlatego prowadzący karaoke (oraz lesbijki) ją lubią. Wiecie- "nachylę się, żeby pan mnie lepiej słyszał". Zaczęłam się śmiać nerwowo, potem przyszła mi ochota na miarowe uderzanie głową w jakiś twardy przedmiot. A Prze. swoje, że jak ja się tak mogę na karaoke ubierać, że jakoś na imprezy dla niego to nie mogę się tak ubierać i bla bla.. generalnie bulwers. Ja: WTF?! putewa uśmiecha się szelmowsko. Prze. dalej swoje. Sąsiad robi remont i zaczął chyba wiercić dla zabawy. Uczułam, że spokojne odmęty mojego układu nerwowego zaczęła zalewać fala wku*wu... Czym prędzej kazałam puetwie się ewakuować, gdyż miałam ochote pozbawić ją części owłosienia na głowie. I mówię do Prze. wykonując zdecydowane akty agresji na jego osobie, że "idioto! Przecież ja dla ciebie! Przecież sam mówiłeś itd itp", co rozładowało trochę atmosferę, aczkolwiek Prze. doszedł do siebie dopiero w tramwaju, gdzie stwierdził z całym swoim urokiem osobistym, że to nawet tak śmiesznie wyszło, że tak się rozmineliśmy w interpretacji i w ogóle. "Nosz kurrr..." pomyślałam, uśmiechając się miło i przytakując...


Mój stan dzisiejszego wyraźnego spowolnienia umysłowego bardzo dobrze obrazuje poranna sytuacja. Przyszedł facet z firmy świadczącej, że się tak mądrze wyraże, usługi telekomunikacyjne, przedłużyć umowę i podłączyć nowy router. Po jego wyjściu Prze. zaczął zdawać mi relację z możliwości technicznych, nowych warunków umowy i gadał coś na temat tego super routera, a jedyne pytanie, które przyszło mi do głowy w trakcie tego wywodu to: A jaki ten router ma kolor?

. . .  :/


pizza

14:08, rockujace_swoj_swiat2
Link Komentarze (3) »
sobota, 09 stycznia 2010
Wojny damsko - męskie

Święta, święta i nawet żeśmy z puetwą żadnej notki nie wkleiły... Żadnego marry christmas, żadnej świątecznej piosenki... Trudno, co się stało to się już nie odstanie. Jest nam oczywiście bardzo wstyd z tego powodu, z drugiej jednak strony musiałybyśmy w tej notce świątecznej nieźle pogderać, bo ani ja ani puetwa świąt nie lubimy. Ona ze względu na zbyt świąteczną atmosferę, ja z kolei bo takiej atmosfery brak w mym domostwie. Zważywszy na to, może i lepiej, że się świątecznie nie uzewnętrzniłyśmy. W ogóle chyba wszystko zwróciło się przeciw czarowi Bożego Narodzenia bo na przykład w Kielcach śnieg stopniał akurat na wigilię oraz dwa świąteczne dzionki. A potem jak sypnęło tak trzyma do dzisiaj. W Warszawie też jeszcze takiej zimy nie widziałam. Zawsze plucha, błoto pośniegowe (czy wam się też ten zwrot kojarzy z conajmniej śmiertelnie niebezpiecznym odpadem radioaktywnym?), a teraz wszystko okryte miękką, białą śniegową pierzynką. Ale przechodząc do rzeczy, czyli propozycji nowego cyklu na naszym blogu pt. "Wojny damsko - męskie", gdyż chyba troszkę mi się od tematu odbiegło...

Jak wiadomo od wieków, faceci są z Marsa, kobiety z Wenus i można mówić co się chce, ale mamy inne cechy psychofizyczne i nigdy do całkowitego porozumienia, a może raczej zrozumienia między nami nie dojdzie. Starczy powiedzieć, że panowie zazwyczaj mają nas w większym, lub mniejszym stopniu za histeryczki, a my was panowie za, jakby to powiedzieć delikatnie- ładniej ubrnych jaskiniowców. Konflikt zaognia fakt, że cóż tu dużo pisać - żyć bez siebie nie sosób i nie chodzi tu tylko o cele prokreacyjne. A gdy już ma sie w domu Marsjanina, każdy dzień staje się małym polem bitwy. Osobiście w swej pizzowatości uwielbiam toczyć różnego rodzaju batalie, a nawet kłótnie, najlepiej pół żartem - pół serio, choć to pół żartem to jest w zasadzie tylko dla mnie, bo, i tu pierwszy przykład wzajemnego nie pojmowania, jegomość Prze. zazwyczaj tego żartu nie łapie. I zaczynamy się dziwić: on- dlaczego ja już się wściekam, a ja- dlaczego on mi wmawia, że się wściekam. Tak. Sam temat owych kłótni i sporów też pojmujemy rozbieżnie, gdyż jegomość Prze. jest istotą niebywale spokojnego, choć czasem irytującego usposobienia, więc uważa, że wszelkie tego typu sytuacje są zupełnie zbędne. Ale, pytam, czym byłoby życie bez emocji? Poza tym, w jakimś super hiper extra wyniku, nie mniej super hiper extra badań, wyszło, że pary, które się kłócą żyją dłużej, gdyż konstruktywna kłótnia oczyszcza atmosferę, rozładowuje stres i tak dalej. Inna sprawa, że ta kostruktywność rzadko ma miejsce, ponieważ jestem typem raczej cholerycznym, na dodatek wielce dokuczliwym w swej złośliwości.

Tak czy siak, zapatrywanie się na pewne sprawy obu szanownych płci jest tak różne, że aż warte opisania.

A tak by the way (że pozwolę sobie wtrącić angielski zwrot, co jest być może troszkę obciachowe, ale nie mogłam sie postrzymać...), to ktoś tu w tej chwili ogląda "Księżniczkę Sisi" i to nie jestem ja, bo ja gryzmolę tutaj notkę... Oj Prze. ... W ogóle, to oglądałąm kilka odcinków tej bajki z jej wiernym fanem, który teraz memła pilota do telewizora w ustach (to chyba z przejęcia) i zauważyłam, że wszyscy źli bohaterowie mają tam kruczoczarne włosy. Nie trzeba znać fabuły, żeby wiedzieć kto jest fajny, a kto nie. Poza tym źli mają też niezwykle wkurzający śmiech. A ten książe, co to później będzie z Sisi jest ci*ą, ale to już moje subiektywne odczucie...


Pozdrawiam!

pizza

15:12, rockujace_swoj_swiat2
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10