RSS
czwartek, 08 października 2009
Poznajmy się, część IX - jegomość Prze.

Witamy państwa po długiej, wakacyjnej przerwie [pomijając fakt, że w wakacje też były notki...]. Postanowiłyśmy przywitać was kilkoma błyskotliwymi dialogami oraz "opisem partnera życiowego puetwy.. tfu! pizzy." [żeby nie było to była pomyłka pizzy...] [puetwa! je*ne Cię!]. Zastanawiałyśmy się nad tym, czy ta notka nie powinna być o kimś kto się o to dobijał, oczywiście nie mamy pojęcia kto to... ale i tak wiemy, że to Ty MarK :P Postanowiłyśmy jednakże nie ulegać wpływom [nawet nie było próby przekupstwa !] i pozostać wiernym naszemu odgórnemu planowi rozwoju bloga. ave! cytaty:

[puetwa] - bezzzz kitu. nie wiem jaka to jest grupa..

[pizza] - no jakto jaka? nasza! :D

[jednak okazało się, że ta grupa naszą nie była... to nawet nie był nasz budynek i nasz wykładowca.]

Po trafieniu do odpowiedniej sali, w budynku całkowicie nieprzystosowanym do życia w rodzinie zaczęła się najpoważniejsza lekcja angielskiego, w której uczestniczyłyśmy. Zaczęło się niewinnie - od przedstawienia się, a skończyło na 'Milionerach', 'Kole Fortuny' i 'Zgadnij co to?'.

[puetwa] - znasz wyraz po ang. na 3 litery?

[pizza] - yeees...

A teraz możemy już przejść do opisu:D

Na wstępie nadmienić należy, że jegomość Prze. jest utytułowanym KMO*. Jest to info. bezwzględnie najważniejsza i mówiąca wszystko o naszym bohaterze. Każdy kto zna jegomościa Prze. winien to wiedzieć i podziwiać [ołtarzyk chwalebny nie zaszkodzi - autografy rozdaje zawsze o 17stej na dworcu centralnym pod mAKdonaldem]

[pizza] - o jak ładnie napisałaś 'makdonaldem'. widać, że  byłysmy na angielskim...

[puetwa] - się wie! może napiszę to "ak" z dużych żeby nie było, że ja taka głupia jestem...

[pizza] - a czemu 'a' napisałaś z dużej? [minuta cisza] a! ojeej...

 

Jegomość Prze.:

- eee... yyy... ;

- zawsze zostawia gacie w najbardziej widocznym miejscu pokoju [a później z dziewczynami bierzemy co czystsze i robimy 'galot party' z Leszkiem panny Marz. i skarpetkami w rolach głównych. iha!];

- jest fascynatą kebabów z dużą ilością mięska. i w ogóle mięska. taaak. mięskoooo. w każdej postaci. o każdej porze dnia i nocy. w każdej sytuacji. w każdym miejscu i nie pytajcie co jeszcze w każdym i każdej;

- jest mistrzem słynnych powiedzeń, których nie powstydziliby się najwięksi filozofie. do historii przeszły takie perełki jak: "dzisiaj jest ostatni dzień przed jutrem" lub [przed egzaminem] "ja wiem wszystko, ale nie wiem czy oni wiedzą tak samo jak ja";

- byłby dobrym elvisem,ale jego wrodzona skromność mu na to nie pozwala;

- jeśli chcecie posłuchać historii z prosektorium zgłoście się do niego;

- jego specjalną super mocą jest zdawanie egzaminów w warunkach ekstremalnego kaca i bez nauki [dzieci nie bierzcie z niego przykładu];

- jest trendsetterem [wg profesjonalnego testu w jeszcze profesjonalniejszym piśmie typu Joy, Cosmo];

- schudł 7 kilo i jeszcze kiedyś będzie wyglądał jak ciacho, którym był, gdy jeszcze nie był na żywieniu pizzy;

- jeśli macie jakiś problem zgłoście się do niego. wujek dobra rada zawsze wam pomoże;

- jest zagorzałym komentatorem naszych notek [inaczej miałby wpier... ekhu ekhu];

- jego ulubionym zajęciem w domu jest sen oraz śledzenie sportowych njusów na internecie;

- jest piłkarskim fanatykiem, ze skłonnościami masochistycznymi [oglądanie polskiej reprezentacji]

[pizza] - ale sadomasochistycznymi!

[puetwa] - sado to on by był jakby im coś robił.

[pizza] - on na nich klnie...

- pewnie chciałby, żebyśmy jeszcze napisały, że kocha mięsko...

- wytrzymuje ze mną- pizzą i często znosi puetwę [może jakiś medalik? puetwa poleca ze św. Marią Panną];

- dobrze tańczy, a przynajmniej tak myśli :P ;

- jest mistrzem odtwarzania wokalnego pieśni "Stepie szeroki", ale niestety nam w to nie wierzy...;

- jest zagorzałym fanem doktora albonisty, którego prezentowałyśmy w jednej z poprzednich notek;

- jest kotlecikiem pizzy, podczas gdy ona jest jego sosem (bez zboczonych skojarzeń);

Podczas oglądania książki z pozycjami seksualnymi:

[pizza] - O! Patrzcie dziewczyny! To prawie tak jak ja i Prze. Jak kotlet i sos! Tylko, że my się nie seksimy.

- ma wyrafinowane gusta dotyczące tapet komputerowych ( taki żółw w wodzie morskiej, widziany od dołu i żeby tak na niego z góry promienie słońca padały, a obok przepływała ławica rybek. A on żeby tak płynął... Rozumiecie...? Jak znajdziecie taką to dajcie znać);

- ponieważ nie lubi psów, haniebnie wzgardził mieszkaniem z puetwą, gdyż posiada ona sezonowego psa;

- jest takim uroczym misiakiem fafluniakiem;

- potrafi też być dziki, zwłaszcza jak się nie ogoli;

- pierogi są kulinarnym sensem jego życia [tak tak. pizza siedzi i lepi];

- trzeba mu oddać sprawiedliwość, że zawsze można na niego liczyć;

- ulubionymi czipsami są te solone. i żadne inne [warto tutaj napomknąć pewną posiadówę, gdy to wszyscy zaproszeni przynieśli mu po paczce takowych, mejd baj kerfur. o cholibka! i poszła kryptoreklama...];

- jest upierdliwym zrzędą, ale tylko czasami... ;

- chrapie! ale nie w takim stopniu jak jegomość MarK, którego nie wiemy czy coś przebije. Jemu nawet startujący samolot na Okęciu nie dorównuje...;

- zawsze sumiennie towarzyszy nam na wypadach karaokowych. nie bierze w nich niestety czynnego udziału, gdyż nie wierzy nam, że wierzymy w niego;

- główną jego cechą jest to, że ma totalną zlewę na wszystko co nie zagraża życiu jego i jego bliskich [chociaż nie wszystkich bliskich. tylko tych bliskich najbliższych];

- nienawidzi Liverpool'u;

- jego ulubionym słowem jest 'pier*olę' ;

- o! właśnie wrócił do domu... shit madafaka! ;

- piwo to jego paliwo;

- najbardziej rozwinięty mięsień w jego ciele to mięsień piwny, ponieważ patrz punkt wyżej;

[resztę ewentualnie dokończymy później, jeśli nas nie zabije w międzyczasie ;)]

Update:

- jak słusznie zauważyła panna Sylw. koniecznie wspomnieć trzeba o jego jedynym, niepowtarzalnym, najulubieńszym i najukochańszym Dżonym (czyli poduszce typu "jasiek");

 

pizza & puetwa

*KMO - Kielecki Mistrz Ortografii

13:52, rockujace_swoj_swiat2
Link Komentarze (4) »
piątek, 02 października 2009
Pieśń dziękczynna i pean pochwalny

Ach! kręconowłosa [śmiesznie brzmi, nie? :P ] puetwo!
Tyś mym światłem w ciemności i matni...
Ty niczym Roland walczysz zaciekle, z niebytem wpisu w indeksie.
O wielka moich dni pociecho, mej nocy gwiazdo!
[ej... rymowałoby się teraz "niech Ci ptak wije na głowie gniazdo" :D ]
Poskramiaczko strażników Trybunału Konstytucyjnego
[ Och... jakże szacownego!]
Bez Ciebie niczym byłby trud nocy nieprzespanych,
Nad książkami spędzonych podczas sesji zamętu...
[no, nie mam ja do peanów talentu ;) ]
Kończę już wiersz ten o przecudnej treści
[bo jego głupota się w głowie nie mieści]
Bo wdzięczność i tak w tych słowach się nie zmieści...

A tak już zupełnie na poważnie (jeśli to w ogóle w moim przypadku możliwe), puetwo- dzięki za uratowanie mojego pizzowego tyłka. :) Możesz być pewna, że zostanie to w mej pamięci na długo [tak, wiem, że masz to gdzieś i owszem- zamierzam Ci się za to również materialnie odwdzięczyć :P ] Niestety ja też nie wygrałam tych 40stu milionów, więc wycieczka do Japonii w kwietniu musi zaczekać, na czas, w którym nie będę już tylko piękna i młoda, ale także bogata [ :P ], a na razie mogę Cię zabrać do Bolkowa. Mamuśka ma twierdzi, że tam na pewno jakieś sady z wiśniami się znajdzie (bo chyba o widok kwitnącej wiśni Ci chodziło w tej Japonii, nie?). W razie czego, gdyby to nie wystarczyło, mogę Ci zafundować obrazek mangi albo posążek zawodnika sumo :D

Tak czy inaczej, jakoś Ci się wywdzięcze:) Muszę się też przyznać, że strach i tak zdążył ścisnąć moje szacowne cztery litery na myśl o tym, że mogłoby mnie wywalić z grup zajęciowych w naszym ukochanym USOS-ie*.

A tak w ogóle to zauważyliście [Wy, ludzie piszący blogi na tym portalu], że Blox się zmienił? I jest dziwny? Człowiek sie przyzwyczai, ogarnie go poczucie blogowego bezpieczeństwa i stałości, a tu nagle BACH! Daczego, a bardziej po pizzowemu- dlaczemu oni mi to robią? Mój proces przystosowawczy przebiega skutecznie acz powoli niestety i oczywiście nie mogłam się połapać "gdzie to trzeba kliknąć". Ale żeby sprawiedliwości stało się za dość, muszę oddać, że graficznie wygląda dużo ładniej.

USOS- system rejestracji internetowej, który, mam wrażenie, mógłby z powodzeniem zastąpić całe zamieszanie z wpisami, gdyż są w nim wszystkie oceny i inne dane studenta, gdyby tylko ktoś odważył się zlikwidować, za przeproszeniem, w pizdu, indeksy i karty egzaminacyjne.


Pozdrawiam!

Pizza

13:44, rockujace_swoj_swiat2
Link Komentarze (3) »
czwartek, 01 października 2009
indeksowe przeżycia puetwy

proszę państwa. czy państwo wiedzą z jakim cudem graniczy zdobycie marnej wartości, a czasem i jakości wpisu? już łatwiej jest zabić smoka, uratować księżniczkę z wieży i zdobyć pół królestwa. myślę też, że łatwiej jest trafić dwójkę, a przy odrobinie szaleństwa trójkę w totka*, znaleźć igłę w stogu siana, kopnąć się prądem podczas sikania na trakcję kolejową lub na drut pod wysokim napięciem, łatwiej jest wysadzić stację benzynową za pomocą dzwoniącej komórki, a nawet zostać uratowaną przez supermana lub batmana [pominę już zapłacenie podatku leśnego za pomocę szyszek]. naprawdę to wszystko to pikuś przy tym co trzeba czasem zrobić i przeżyć żeby zdobyć wpis, którego stworzenie zajmuje maksymalnie minutę.

1. mój indeks ma okładkę w kolorze czarnym. kolor żałobny zdecydowanie oddaje jego treść i to w jaki sposób jego strony są zapełniane. bo [tutaj monolog pani R.] 'proszę pani! czy pani nie wie kiedy pani miała termin wpisu?! czy pani nie wie, że teraz to ja wpisy dawałam poprawiającym się?! i to w dodatku i tak dodatkowy termin,bo, proszę pani, pani miała termin już dawno i to tak nie może być, że tutaj się przychodzi jak tylko się zechce. ja dzisiaj dawałam wpisy 30 minut. 30 minut! i proszę pani, ja teraz nie mam czasu. bo tutaj seminarzyści. i jeżeli jest jeszcze jeden seminarzysta to moooże pani zdąży do końca dyżuru. o. więcej niż jeden? och. to ja nie wiem czy pani zdąży. ale może pani poczekać.'. i nie to żebym się zdenerwowała i pokłóciła, bo jakże bym śmiała.. [dwie godziny czekania później] 'to już wszyscy seminarzyści? to proszę. zrobię wpisy. o. usos nie działa. no cóż. trudno. ale ja naprawdę chciałam dać państwu te wpisy. naprawdę. a może ma ktoś ze sobą protokół? nie? och.' tak tak. pani bardzo chciała i tak nam przykro, że nie wyszło. już nawet w akcie skruchy, desperacji i rozpaczy podreptałam na prodziekana. półtorej godziny oczekiwania, bo kto to widział żeby dziekanat nie wiedział kiedy dziekan ma dyżur? no,ale prodziekan jednak jednakże pod wrażeniem wdzięku, gracji i urody mej nie pozostał i odprawił za drzwi [skandal!]. moja maleńka czara goryczy powoli kipiała, żeby móc za chwilę się przelać. ale oto na scenę tej tragedii i dramatu wkracza promyczek nadziei! proszę państwa. oto wchodzi ta, której miało już nie być. tak. po schodach wbiega pani R. ! nie wiele myśląc, w bezpiecznej odległości podreptałam za nią. usos zaczął działać, ona mnie chyba nie rozpoznała, maznęła się tu i ówdzie i był. mój piękny wpis. [pominę już nawet kazanie na tematy, które za cholerę mnie nie interesowały, a przy których oczywiście robiłam minę, że tak tak. ale ja doskonale rozumiem]

2. indeks pizzy. naprawdę moja droga. co ja bym bez niego zrobiła? czyżbym miała możliwość wysypiania się? albo zaoszczędziłabym fundusze komórkowe? a moooże nie musiałabym popierdzielać obładowana bagażem niczym rambo na wojnie? och. doprawdy nie wiem. wiem jedno - nie wypłacisz się do końca życia [buahahaha ]:->] a tak serio to luz. poznałam bardzo ciekawych ludzi, utrzymałam tradycję mówiącą, że środa to dzień loda, postrzępiłam język i było naprawdę milusio. i cholera. gdybym chciała kogoś oszukać, naciągnąć lub okraść to pierwszym miejscem, gdzie bym to zrobiła byłby trybunał konstytucyjny. zostawienie tam czegokolwiek to pestka. naprawdę. czmychnęłam niczym ta trzpiotka rusałka obok bramki, dałam kopertę w łapę i wydreptałam. przyszła wiadomość, co by odebrać no to podreptałam z powrotem. mówię jaka sprawa i po co ja tu, a pan policjant ochroniarz mi mówi, że "nie. że tutaj go nie ma. a jak pani się nazywa? a czyj indeks? aaa. nie pani. to my nie wydamy. w zasadzie to go tu nie ma. ale jakby był, to byśmy nie wydali. bo tutaj upoważnienie*** potrzebne." no w duuupęęę. ale nie. ja się nie poddaję. twardym czeba być nie mientkim. podreptałam dzisiaj. wstałam rano, raniutko. plecak, torba, aparat. jak już wspomniałam rambo na wojnie, by się nie powstydził takiego zaopatrzenia. bluza. deszcz. świeżo umyte włosy. jakiś pan w autobusie mnie równo opierdzielił, że się przeprasza jak się kogoś uderzy [cholera. ortografia mi siada, a tutaj nie podkreślają się wyrazy i o. i mogą być błędy.], a skąd ja miałam wiedzieć, że go cholera jasna siasnęłam, jak ten plecak odstawał ode mnie na metr pewnie i za cholerę nie czułam, a już tym bardziej nie widziałam tego co mam za nim [królewna na ziarnku grochu byłaby ze mnie kiepska]. przeprosiłam i jadę dalej. pot z czoła się leje, a ja idę. wewlokłam się do TK, patrzę i cholera! znowu ten co wczoraj [a niby do 12stej miał mieć dyżur koleś co to te ideksy tacha ze sobą - bo to taka dokumentacja istotna, że po prostu trzeba ją chronić i nosić przy sobie, bo na TK w każdej chwili może być napad i ktoś te indeksy będzie chciał ukraść. ewidentnie.]. pan mi oczywiście mówi, że on nie może. co z tego, że koleżanka chora i daleko. on nie może po prostu i nie i basta. no żeszzzz. aż tu nagle drogie dzieci pojawia się zębowa wróżka, która to spełniła moje życzenie i powiedziała: "proszę jej wydać ten indeks jakby się znalazł. na moją odpowiedzialność.". och! zębowa wróżko dziękuję. stróż prawa rzekł: "dobrze. ale muszę skonsultować to z komendantem." sobie pomyślałam 'ho ho. ossstro.', posadziłam swoje szanowne cztery litery,bo myślałam, że ramiona mi zaraz odpadną. siedzę. czekam. komendant się nie pojawia. generalnie niezły harmider i całe TK postawione na nogi i w gotowości. sejfy, teczki, koperty przetrzęsione [prawie jakbym była na planie jakiegoś filmu sensacyjnego. w11 albo coś;)]. przyszedł mój ulubiony funkcjonariusz i przemówił: "proszę pani. my tych indeksów nie mamy [co do cholery?!?!]. one są w bibliotece.". parę ładnych dni latania [nawet pizzowy lawerboj raz podreptał], a one tam ładnie grzecznie leżały. bezzz jaj. dobrze, że siedziałam,bo bym padła. wzięłam, rozgłosiłam szczęśliwą nowinę pizzy i sru! pojechałam.

*kto do cholery jasnej śmiał wygrać moje 40 milionów?! przyznać się,ale już! ja tutaj muszę dom nad morzem kupić, wycieczki zagraniczne i dookoła świata, studia językowe, wyposażenie mieszkania**, studio nagraniowe, buty i torebkę, mieszkanie i już nie wspomnę o dostatnim życiu z odsetek. także proszę tutaj w kulki sobie nie lecieć i lepiej się przyznać i oddać,bo to przestaje być śmieszne.

**ha! mam nowe lokum i mam psa sezonowego! ha! [i na reszcie i wreszcie mam 18 minut na uczelnię i nawet swój pokój mam i nigdzie nie pałęsa mi się miauczący kot. jest zdecydowanie dobrze]

***mimo, że pizza u siebie hen daleko to upoważnienie miałam. kolega mi maźnął. nawet już miałam gotowy scenariusz na wypadek, gdyby stróż prawa powiedział: "no no. ale tutaj widzę dwa różne charaktery pisma" i już z taką miną, że "ha! mam Cię!", a ja, że "hola hola. bo koleżanka po prostu chciała zmienić coś w życiu. rozumie pan. czasem przychodzi taki czas, że potrzebujemy zmiany. i ona doszła do wniosku, że zacznie od charakteru pisma.". ówcześniej zadzwoniłam do pizzy co by jej powiedzieć zacny plan, na wypadek, gdyby trzeba było wykonać do niej telefon. po prostu james bond się nie umywa.

notka w ch*j długa. ja wiem. ale czasem trzeba.

puetwa

22:23, rockujace_swoj_swiat2
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 24 sierpnia 2009
Wakacyjne przygody pizzy w jej domostwie

Narzekałam ostatnio, że nie mam co robić... To teraz już mam... anginę :/ Nie jest to jednakowoż tak straszne jak mogłoby się wydawać. Wszak dzięki tej przypadłości poszerzyłam zakres swych zajęć (kursowanie od kompa do tv, od tv do książki, pomijając poranną kawę i krzyżóweczkę) o pilnowanie godzin przyjmowania leków :D Wiem już też czemu od tygodnia miałam wrażenie jakby mi ktoś wbił długopis w gardło... Oraz czemu wszystkie potrawy, nawet ekhem... pizza... (nie żeby jakiś "samokanibalizm"...) straciły smak. Mniejsza jednak o to. Największą gorycz odczuwam, gdy dosięga mnie zniesmaczony wzrok PanKota (zwanego także KacperKotem alias Śmigolem alias Zgredkiem alias TyCholerą), zdający się mówić "jak to jest możliwe, żeby się w wakacje rozchorować?! Chyba Cię już do reszty Poje*ało..." Rozumiem jego zawód- mój zapał do wspólnych zabaw wraz z jego przyjaciółmi- panem pszczółką i panem kij wie czym, wyglądającym trochę jak ziemniak- opadł. Hm... Opadły mi także ręce, widząc jak wspomniany wyżej dżentelmen gryzie swoją lewą tylną nogę, która oddaje mu kopniakami w nos... Pociesza mnie jedynie fakt, że poczciwy KacperKot nie poddaje się tak łatwo :) Szczerze mówiąc trochę mu się dziwię, gdyż w skutek zachęcania mnie do zabawy już dwa razy, niechcący pociągnęłam go lekko z buta... Cóż, pomysł wbiegania mi pod nogi, nie jest, jak się zdaje, najlepszą metodą. A oto i PanKot, żeby było wiadomo o kim piszę:

pankot

fotencja made by puetwa

Tak generalnie, to napisałabym tu coś ciekawego. Problem w tym, że nic ciekawego się nie dzieje... Oprócz wycieczki do urokliwego Sandomierza, która była moim urodzinowym prezentem i dzięki której jegomość Prze. miał niepowtarzalną okazję zostania krzyżakiem, dzielnym rycerzem i polującym sarmatą, a ja przedzierzgnęłam (trudne słowo- mam nadzieję, że nie zrobiłam błędu :P ) się w wodza wikingów, a potem w królową dzielnych wieszaków na zbroje, udających rycerzy... Taaak- były przebieranki, w czymś w rodzaju muzeum, zwanym "zbrojownią". Aha... i jeśli komuś słowo "przebieranki" skojarzy się z pielęgniarką z playboy'a (tak, chodzi mi głównie o Ciebie, panno Sylw...), to chyba glebnę.  Tak poza tym, to nic się nie dzieje... Dobrze, że za sprawą naszych oszałamiająco fajnych ludzisków, wrzesień zapowiada się znacznie lepiej:) A poniżej pamiątka z wycieczki. Piękny Wąwóz królowej Jadwigi, gdzie dokarmiliśmy dzielnie stadko komarów i innych paskudztw:

wąwóz

foto made by- uwaga uwaga- pizza :D

 

 

pozdrawiam,

pizza

18:26, rockujace_swoj_swiat2
Link Komentarze (5) »
niedziela, 26 lipca 2009
Poznajmy się, część VIII - panna Jol.

Jakoże pogoda zmusiła nas do siedzenia w domu oraz uzupełniłyśmy poziom glukozy we krwi, pożerając czekoladę i już coś na oczy widzimy, postanowiłyśmy coś tu skrobnąć. Zajob matrymonialny lekko ustąpił. Stan naszego zdrowia psychicznego nadal nie jest najlepszy, ale nie oszukujmy się, nigdy nie był i zapewne nie będzie...

Nadeszła pora na ostatnią z nas - pannę Jol. Charakteryzuje się ona:

- dosyć dużą odległością do fryzjera;

- wychodzeniem na największe ulewy jako pierwsza [a po niej to już tylko puetwa ma tak niepoukładane we łbie;)];

- już chyba każdy wie na co panna Jol. ma ochotę i w jakiej kolejności, gdy się napije. No i oczywiście z kim;

- jeżeli panna Jol. po alkoholu nie ma ochoty, to najzwyczajniej w świecie idzie spać. Nawet jeżeli jest środek imprezy;

- panna Jol. jest bardzo gościnna. Bez różnicy czy sprzątasz dywany czy chcesz obejrzeć jej mieszkanie. Możesz nawet chcieć ją okraść - bylebyś miał taaaki profesjonalny sprzęt;

- panna Jol. zna wiele profesjonalnych sprzętów np. linijkę i ołówek;

- hobbystycznie prasuje sobie włosy [żelazkiem na desce do prasowania rzecz jasna];

- lubi czuć się jak księżniczka ratowana przez rycerza - zawsze, gdy przybywa jej facet - ratuje ją i znikają gdzieś w sinej dali.

- jeżeli panna Jol. czegoś nie wie to znaczy, że to nie istnieje;

- ma ładny kolor włosów, który chętnie zrobiłaby sobie pizza;

- wykorzystując swego tatę, i przy okazji pokazując mu nasze kompromitujące zdjęcia, robi zarąbiste prezenty;

- robi dobre notatki, z których wiedzę przyswajać może nawet debil [dlatego my nie chodzimy na wykłady;)];

- panna Jol. jest mistrzem ucieczek z karaoke [mimo, że zdarzyło się jej to dopiero raz... a zgadnijcie ile razy była na karaoke (raz?) ];

- nie je mięsa, ale się z tym nie obnosi JAK NIEKTÓRE kiedyś tam wspomniane... ;

- wszystkie ciepłe buty zostawia u swojego chłopaka [czyżby mieli ten sam rozmiar buta?];

- jest naturalistką [czyli jest naturalna :D]- nie maluje się, nie czesze, nie ubiera... Ups! Chyba się rozpędziłyśmy... Chociaż kto wie, jak chodzi po domu :P

 

PS. Polecamy czekoladę z Biedronki z prażonym ryżem.

PS2. Wiemy, że to chyba nasza najkrótsza notka, ale nie wymagajcie od nas zbyt wiele w taką pogodę...

 

Pozdrawiamy

pizza&puetwa

 

13:50, rockujace_swoj_swiat2
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10